Gdzie on jest?
Jest 31 sierpnia 2008 roku. Mecz Bologna - AC Milan. W barwach Rossonerich debiutuje jedna z największych gwiazd piłki nożnej - Ronaldinho. Debiut niezbyt udany gdyż Milan przegrywa 2-1. Mijają dni, miesiące. “Roni” co prawda gra nieźle, strzela bramki, ale na boisku jest tak na prawdę cieniem samego siebie. Jego drużyna odpada w Pucharze UEFA, a w pewnym momencie przestaje liczyć się w walce o mistrzostwo Włoch. Przed sezonem 08/09 eksperci twierdzili, że zmiana otoczenia, stylu i kultury gry dobrze mu zrobią. Czy tak się jednak stało? Sami przyznajcie, że chyba raczej nie.
Dlaczego tak się dzieję? Dlaczego tak jest? Przecież Ronaldinho nie jest zwykłym indywidualistą o genialnej technice, na którego gra cała drużyna. To piłkarz, który gra na całą drużynę, który świetnie potrafi czytać grę. Mało kto ma umiejętność tak nieobliczalnego, dokładnego i prostopadłego podania. W Mediolanie tego nie widać. Piłkarz co prawda uczestniczy w meczach, stara się, ale to wszystko co prezentuje nie jest jakieś efektywne i efektowne. Gdzie jest to czucie rytmu? Gdzie ta samba? Już nie wspominam o cudownych bramkach, jak np. o tej z meczu LM z Chelsea gdzie Brazylijczyk kopnął do siatki praktycznie stojąc w miejscu albo o golu z przewrotki ze starcia z Villarealem.
W liczbach wszystko wygląda dobrze. Do końca ubiegłego sezonu Ronaldinho wystąpił w 29 spotkaniach, strzelając 10 bramek. Można spotkać się z opiniami, że to przecież bardzo dobry wynik i, że każdy klub, na początku sezonu wziąłby bilans takiego piłkarza w ciemno. Ale “Roni” to nie jest gra liczb. To żywy, namacalny football. To piękno gry, styl, klasa mistrza, bramki, które mają po kilka milionów odtworzeń na YouTube. Zgadzam się, Ronaldinho gra dobrze, i pewnie niektórzy z was będą mieli pretensję, że się go czepiam, ale mnie ten piłkarz przyzwyczaił do słowa GENIALNIE.
Na koniec dodam tylko, że w tym poście nie szukałem recepty na “uleczenie” tego gracza. Nie szukałem problemu, przyczyny. Wpis jest moją osobistą masą przemyśleń na temat tego, że brakuje mi tego piłkarza.


No niezle w odróznieniu od innych blogów niskich lotów, i cieszy że nazywasz rzeczy po imieniu: football a nie futbol.
Trudno być zaskoczonym - po wyprowadzce z Barcelony trudno nie stracić polotu i nie złapać doła.
KopnąŁ, a nie kopną, proszę poprawić, mocno razi w oczy…
Czas z tym skończyć!
Betonu z PZPN nie potrafią ruszyć politycy, prawnicy, działacze sportowi, ale jest jedno, co może ich ruszyć a mianowicie PUSTY STADION na meczu reprezentacji.
Przyłącz się do antyPZPN-owskiej inicjatywy na stronie PUSTYSTADION.PL